Właścicielka salonu fryzjerskiego „FRYZJERSKI PATROL ANNA PARANDYK” została ofiarą przemocy ze strony byłego partnera. Prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt, lecz sąd wniosku nie uwzględnił.
Raw LLM fragment (2824 znaków)
Groźby i zdewastowany salon fryzjerski. Mimo zarzutów, sąd nie uwzględnił wniosku o areszt
– Zadzwoniła do mnie koleżanka, że miałam włamanie i mam zdewastowany cały salon. Wszystkie meble poprzewracane, wszystkie lustra porozbijane. Ściany mokre od wylanej cieczy – opowiada pani Anna. Mimo że na monitoringu twarz napastnika demolującego salon kosmetyczny jest zakryta, kobieta rozpoznała widocznego na filmie mężczyznę. Uważa, że to jej były partner.
– Będąc z kimś przez półtora roku, człowiek jest w stanie rozpoznać, jak partner się porusza, jak stawia stopy, jaka jest jego gestykulacja, jaki jest jego chód, ruch całego ciała – tłumaczy pani Anna. I dodaje: – Nie sądziłam, że może się posunąć aż do takiego czynu.
Od miłości do konfliktu – Na początku znajomości Tomasz B. wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Poznałam go, kiedy przyszedł do mojego salonu, żeby się ogolić. Był bardzo szarmancki. Za każdym razem, jak przychodził, to całował mnie w rękę, później zaczął przynosić mi wina. Niejednokrotnie przyjeżdżał do salonu z kwiatami. W końcu stworzyliśmy związek. Zamieszkaliśmy razem. Piękna bajka trwała półtoro roku – mówi pani Anna.
Konflikt byłych partnerów trwa od wielu miesięcy. W przeszłości Tomasz B. trafił do aresztu pod zarzutem znęcania się nad partnerką oraz jej córką.
– Zmiana między nami nastąpiła, kiedy mu się przeciwstawiłam. Nie pozwoliłam, by stosował wszelkiego rodzaju używki i zaczął się koszmar. Przeszkadzała mu chociażby źle odłożona łyżeczka. Od tego wszczynały się awantury. Przechodziło do rzucania różnymi naczyniami o ściany, dochodziło do dewastacji domu, a później do rękoczynów – opowiada kobieta.
Po pięciu miesiącach aresztu Tomasz B. wyszedł na wolność. Pani Anna uwierzyła w składane obietnice poprawy byłego partnera.
– Kiedy opuścił areszt, poprosił o spotkanie. Wróciliśmy do siebie. Twierdził, że siedząc w więzieniu, zrozumiał swoje błędy. Że nie wyobraża sobie życia beze mnie, bez córki. Uwierzyłam w to. Zamieszkaliśmy razem. Po dwóch tygodniach czar prysł. Znowu wróciła agresja i już tego wszystkiego nie wytrzymałam. Zadałam sobie pytanie, co się jeszcze musi stać, żebym w końcu zdecydowała się od niego odejść – mówi kobieta.
Zarzuty – Tomaszowi B. przedstawiono w toku postępowania sześć zarzutów: zniszczenie mienia, kierowanie gróźb karalnych, znęcanie się oraz uporczywe nękanie. Prokurator skierował wobec podejrzanego wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania, który nie został uwzględniony przez sąd.
Tomasz B. czuje się niewinny, odpiera wszystkie zarzuty. W trakcie rozmowy z reporterką obciąża swoją byłą partnerkę, zarzuca jej fałszywe zeznania i oskarża o próbę pozbawienia go majątku.
Mimo kolejnych zarzutów związanych ze zniszczeniem salonu, Tomasz B. pozostaje na wolności. Sąd nie dał wiary materiałom dowodowym z monitoringu.